Temat: Czy katecheza w szkole ma jeszcze sens?

Niedawno usłyszałem w telewizji wypowiedź jednej Pani, która stwierdziła, że jest osobą wierzącą, ale uważa, że katecheza w szkole robi więcej złego niż dobrego. Powiedziała także, że lekcje religii są źle prowadzone i są nudne (to nie jest dosłowny cytat). Przyznam, że się uśmiecham, kiedy słyszę takie słowa. Kiedyś uczyłem w liceum dziewczynę, nazwijmy ją Kasia (ze względu na RODO), która także stwierdziła, że lekcje religii, które prowadzę są nudne. Gdybym był młodym i początkującym katechetą, pewnie bym się zdenerwował. Jednak tak się składa, że osoby które często ze mną dyskutują podczas zajęć w szkole, najczęściej bardzo lubię za to, że są szczere i mówią o tym, co naprawdę myślą. Wtedy rozmowa, dyskusja, jest prawdziwa i może czemuś dobremu służyć. Wróćmy do wypowiedzi Kasi. Na jej słowa zareagowałem pytaniem o to, co ją w ogóle interesuje w tym przedmiocie. Jej odpowiedź mnie trochę zaskoczyła, ponieważ powiedziała, że nic ją na religii nie interesuje. Zrozumiałem tym samym i to powiedziałem na głos, że nie mam najmniejszych szans na to, bym ją czymkolwiek zainteresował w dziedzinie, której uczę.

Przywołałem to wspomnienie, aby wyjaśnić, że na lekcje religii chodzą nie tylko osoby, które wierzą, praktykują i są zainteresowane wykładanym przeze mnie przedmiotem. Tych jest zdecydowana mniejszość. Chcę tu mocno podkreślić, że na przedmiot religii w polskich szkołach, przynajmniej w tych których do tej pory uczyłem, chodzą nie tylko uczniowie żywo zainteresowani katechezą, ale także tacy, którzy z rożnych przyczyn nie zostali z niej wypisani. To zastrzeżenie jest według mnie kluczowe w dyskusji nad zagadnieniem ciekawości lub nudności przekazywanych treści religijnych. Nieraz mówię uczniom, że lekcja religii jest najważniejszym przedmiotem dla osób wierzących w szkole. Dlaczego? Ponieważ uczy nas, jak żyć w przyjaźni z Bogiem, trwając we wspólnocie Kościoła. Daje nam narzędzia do kroczenia do Królestwa Niebieskiego. Co to oznacza? Chodzi tu o nasze zbawienie. Nawet jeśli się nie zaliczy roku szkolnego z matematyki czy innego obowiązkowego przedmiotu, można się zbawić. Natomiast jeśli zlekceważy się religię, zasady podane przez Jezusa, a przekazane nam przez Kościół, może się to skończyć tragicznie, czyli potępieniem wiecznym. Oczywiście nikogo nie zachęcam do nieuczenia się innych, jakże ważnych i potrzebnych przedmiotów szkolnych, ale chodzi mi jedynie o to, żeby z perspektywy wiary popatrzeć na lekcje religii nie jak na dodatkową (przez niektórych uważaną jako zbędną) lekcję w szkole.

Spoglądając na nasze dzieje, należy podkreślić ogromny wkład chrześcijaństwa w rozwój cywilizacji łacińskiej. Mamy szereg przykładów działalności Kościoła w tworzenie przepięknych dzieł sztuki. Malarstwo, rzeźba, muzyka, to tylko niektóre przestrzenie, w jakie weszła treść religijna. Do tego należy dodać wkład filozofii Arystotelesa, do której nawiązał wielki Doktor Kościoła Święty Tomasz z Akwinu. Można więc śmiało napisać, że uczeń chodzący na katechezę w szkole, poszerza swoją wiedzę zdobywaną w ramach lekcji języka polskiego, historii, muzyki, plastyki, a nawet geografii. A to z kolei pomaga zrozumieć pełen kontekst powstawania cywilizacji zachodniej, jej sposobu patrzenia na świat, na osobę ludzką. Dlatego nie jest prawdą, że lekcje religii z założenia są przedmiotem niepotrzebnym.

Niedawno odwiedziłem rodzinę i podczas spotkania został podjęty temat, o którym w niedalekiej przeszłości mówiłem kazanie i według mojego rozeznania, poruszana na nim kwestia, przyczynia się nierzadko do sporych nieporozumień (moi rozmówcy podczas spotkania rodzinnego się ze mną zgodzili). Chodzi o to, czy katecheza powinna być nauczana w szkole, czy raczej w salkach katechetycznych w parafii przy kościele, jak dawniej? Argumenty za nauczaniem religii przy kościele to między innymi: chęć stworzenia możliwości chodzenia na nią osób, które naprawdę są nią zainteresowane. Natomiast w szkole chodzi większość, bo jak podają niektórzy, boją się wyśmiania ze strony rówieśników, którzy na religię nie chodzą. Choć z tą ostatnią argumentacją mógłbym się zgodzić (rzeczywiście napiętnowanie ze strony kolegów i koleżanek ma niekiedy miejsce), to pomimo tego, zastanawiam się, czy na pewno jest to jedyny i najważniejszy argument za powrotem religii do salek przy kościele.

Słuchając (czytając) w mediach argumentacji ludzi, którzy nie chcą lekcji religii w szkole, dochodzę do przekonania, że głównym argumentem przemawiającym za dobrem dzieci i młodzieży, nie jest wcale stworzenie im jak najlepszych warunków do uczenia katechezy przy parafii. Dlaczego tak uważam? Postaram się to wyjaśnić przywołując kilka spraw oraz przedstawiając argumenty za pozostawieniem tych lekcji w szkole.

Dobrych klika lat temu pewien Pan ubiegając się o eksponowane stanowisko w naszym kraju zapowiedział, że wycofa lekcje religii ze szkół, a za środki w ten sposób zaoszczędzone wszyscy uczniowie otrzymają laptopy. Przyznam, że taka obietnica, która zrównała lekcje religii z przedmiotami użytkowymi, była dla mnie jasnym sygnałem, że nie chodzi absolutnie o dobro uczniów uczęszczających na katechezę w szkole, ale o przekonanie poprzez wręczenie ?prezentów?, że przedmiot wycofywany w ten sposób z placówek edukacji, nie ma większej wartości. Czyli zanegowanie starań wielu ludzi, którzy przed laty walczyli o powrót krzyży, lekcji religii do szkół oraz pokazanie uczniom zaangażowanym w lekcje o Bogu, a także ich rodzicom, że w miejscu, gdzie spędzają większość czasu młodego życia, już nie będzie (czyli historia także ta niechlubna lubi się powtarzać) miejsca na przekazywanie treści dotyczących wiary. Idąc tym tropem, jest to jasny sygnał, że wiara dla naszego narodu już nie jest tak ważna, jak wtedy, kiedy Polacy walczyli o powrót naszej Ojczyzny na mapy Europy (podczas rozbiorów), czy w odzyskaniu wolności po dwóch wojnach światowych. Przejdźmy do kolejnego argumentu.

Pracując jako kapłan w niejednej parafii naszej diecezji zauważyłem, co znalazło też potwierdzenie w literaturze, że dzieci i młodzież mają mniej wolnego czasu od nas, kiedy myśmy byli uczniami. Ktoś nawet użył terminu „wyścig szczurów” na określenie sytuacji współczesnych dzieci i młodzieży. Zauważmy, że większość uczniów, ma bardzo zajęty czas nie tylko w ramach nauki szkolnej, ale również uczęszczając na lekcje dodatkowe. Gdy byłem opiekunem ministrantów i lektorów w kilku parafiach, sam się o tym przekonałem, kiedy na początku roku szkolnego planowałem, kiedy będę prowadził zbiórki ministranckie. Okazało się, że chłopcy są tak zajęci, że musiałem się nagimnastykować, żeby znaleźć dzień w tygodniu i godzinę, aby wszyscy mieli możliwość przyjść na jedno spotkanie (zaznaczam, że chodziło o jedno spotkanie w tygodniu). Z lektorami nie miałem już tak wielkiego problemu, ponieważ dysponowali czasem w późniejszych godzinach w tygodniu. Proszę sobie teraz wyobrazić, że przenosimy lekcje religii do salek przy kościele. Zastanawiam się nad tym, czy możliwe byłoby zorganizowanie zajęć po lekcjach dla osób, które nawet raz w tygodniu mają problem, aby przyjść do parafii na spotkanie na przykład ministrantów? Lekcje religii w szkole pozwalają wszystkim chętnym na płynne przechodzenie z innych lekcji na tę, którą prowadzą katecheci. Czy więc byłoby rozsądne wyprowadzenie lekcji religii ze szkół, ryzykując przy tym, że nawet spośród chętnych osób, mogłoby przyjść znacznie mniej, niż w obecnej sytuacji, kiedy nie trzeba po lekcjach w szkole, śpieszyć na inne zajęcia, a w tym na katechezę do salki.

Po za tym dochodzi do tej argumentacji jeszcze jeden. Obecność nauczycieli religii w szkole. Jako ksiądz mogę z całą odpowiedzialnością napisać, że praca katechetów duchownych i świeckich w szkole ma realny wpływ nie tylko na uczonych przez siebie uczniów, ale także na tych, których spotykają podczas przerw międzylekcyjnych, podczas pełnienia dyżurów na korytarzach placówki, a także przebywając w pokoju nauczycielskim. Przyznam, że w szkołach, w których do tej pory uczyłem, relacje między katechetami a nauczycielami innych przedmiotów układały się zazwyczaj pozytywnie. Kościół, będąc w szkołach w ramach nauczania religii, ma wpływ na wiele aspektów funkcjonowania polskiej oświaty. Tu tylko dodam, że Polska nie jest jedynym krajem w Europie, w którego szkołach odbywają się lekcje religii. O tym warto także pamiętać. Poza tym morale uczniów i nauczycieli ma szansę być znacznie wyższe, niż gdyby lekcje religii były w salkach.

Zasłyszane przeze mnie twierdzenie, że katecheci są źle przygotowani do uczenia religii nie ma prawdziwych podstaw. Pisałem już o tym we wcześniejszym rozważaniu. Dodam jedynie, że katecheci uczestniczą w szkoleniach, spotkaniach katechetycznych organizowanych przez Wydział Katechetyczny Kurii, a także w rekolekcjach zamkniętych. Nie jest więc prawdą, że nauczyciele religii są źle przygotowani do pracy z uczniami. A tematyka poruszana podczas tych lekcji jest ściśle określona i zawarta w Programie Nauczania Lekcji Religii. Na argument, że uczniowie uczą się ciągle tego samego mogę jedynie stwierdzić, że treści przekazywane podczas religii rzeczywiście się powtarzają, ale na odpowiednim etapie wiekowym uczniów są poszerzane i pogłębiane. A to sprawia, że młodzież kończąca edukację w szkole ponadpodstawowej, ma całościową wiedzę katechetyczną, potrzebną do wejścia w dorosłe chrześcijańskie życie. Jeśli tak nie jest, to przyczyn szukałbym nie tylko w kompetencjach nauczycieli, ale również w podejściu samych uczniów do przedmiotu religii oraz rodziców, którzy niekiedy podważają autorytet nauczyciela, albo wypisują dziecko z katechezy, przerywając proces uczenia i kształtowania postaw dojrzałych, opartych na dziedzictwie chrześcijańskim. Zdarza się, że rodzice wypisują dziecko z katechezy, bo twierdzą, że nauczyciel nie potrafi ucznia zainteresować, a nie zauważają przy tym, że to właśnie ich syn czy córka, nierzadko przeszkadzają podczas lekcji, nie dając katechecie uczyć.

A skoro już mowa o wychowaniu to warto wspomnieć, że katecheci często zachęcają dzieci do angażowania się w wolontariat. W szkołach są zawiązywane Koła Caritas, w ramach których chłopcy i dziewczyny angażują się w pomoc rówieśnikom z uboższych rodzin. Uczestniczą też w szkoleniach dla wolontariuszy. W naszej parafii dzieci uczestniczą w dwóch akcjach zbierania produktów spożywczych w sklepach, które później są przekazywane uboższym osobom w okolicach świąt kościelnych.

Inny problem w podejściu do obecności lekcji religii w szkole wyraziła kiedyś nauczycielka biologii, która stwierdziła, że religia zabiera innym nauczycielom godziny dydaktyczne. Przyznam, że jej argumentacja była chybiona, ponieważ w naszym państwie, w samorządach, są zabezpieczone środki na ten cel. Dlatego twierdzenie, że dzieci miałyby na przykład więcej lekcji na basenie, gdyby nie było religii w szkole, mija się, mówiąc delikatnie, z prawdą.

Na koniec mam gorący apel do rodziców i ich dzieci. Nie rezygnujcie z chodzenia na lekcję religii w szkole. Obecność katechetów w szkołach oraz ich praca jako nauczycieli jest może ostatnią ochroną przed wchodzeniem do placówek osób, które chcą zmieniać dzieci i młodzież nie według sprawdzonych i odpowiednio poukładanych wartości, ale pragną zniszczyć prawdziwą wrażliwość uczniów na to, co wartościowe i czyste. Wobec zmasowanych nacisków, żeby wyprowadzić lekcje religii ze szkół, przynajmniej my jako katolicy, chrześcijanie, postarajmy się, aby dzieci i młodzież, nadal miała możliwość poznawania swojej wiary nie tylko w aspekcie duchowym, ale także intelektualnym. W średniowieczu (nie ?ciemnym?, jak próbuje nam wielu wmówić) uniwersytet cieszył się prestiżem, kiedy w ramach jego wydziałów była obecna teologia. Kiedy brakowało tego wydziału, uniwersytet był ?niepełny?. A jeśli ktoś nie chce tych lekcji w szkole, to niech po prostu na nie nie chodzi, ale pozwoli tym, którzy mają takie życzenie. Tym bardziej, że osoby religijnie wychowane i ukształtowane mają wielkie szanse na budowanie silnego społeczeństwa w oparciu o trwałe, a nie przelotne wartości. Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie rozważania, twierdzę, że jest zdecydowanie więcej argumentów za obecnością lekcji religii w szkole niż poza nią.

Ks. Krzysztof, duszpasterz

Book your bilety