Temat: Czy mamy jeszcze autorytety?

Chłopcy na łące
Chyba każdy z nas, nie tylko w dzieciństwie, ale też i w życiu dorosłym, zna (albo znał) kogoś osobiście lub nie, kogo chciał naśladować. Patrząc na bawiące się dzieci możemy zaobserwować, jak nieraz wcielają się w kogoś, kim tak naprawdę nie są, ale za to z jak wielkim zaangażowaniem odgrywają wymyślone przez siebie role. Kiedyś czytałem, że dzieci bawiąc się w ten sposób szukają, często nieświadomie, swojej przyszłej roli życiowej. Tak więc niektóre z nich bawią się w sklepikarza, ktoś inny przy pomocy klocków buduje swoje pierwsze budynki albo konstruuje model samochodu, samolotu, lub wymyśla wynalazki. Jeśli w późniejszym okresie życia nie zabraknie im determinacji w zdobywaniu wykształcenia, jest całkiem możliwe, że niektóre dziecięce wyobrażenia na temat przyszłej pracy, powołania, się zrealizują.

My dorośli zazwyczaj już doskonale znamy naszą rolę rodzinną, zawodową, więc nie potrzebujemy, jak dzieci, „przymierzać się” do kolejnych specjalności, chyba że rozwijamy już te zdobyte, albo kiedy się przekwalifikowujemy, do czego czasem zmusza nas życie.
To, co łączy nas wszystkich, to zapewne poszukiwanie kogoś, kto może być dla nas prawdziwym autorytetem. Dzieci podpatrują dorosłych i wyobrażają siebie w ich miejscu, my dojrzali obserwujemy tych, którzy w życiu już do czegoś doszli. Zarówno dzieci, młodzież i my dorośli, potrzebujemy pewnych wzorów w postaci ludzi, którym udało się już coś osiągnąć, a z radami których chcemy się liczyć.

Choć istnieje powszechne przekonanie, że wszelkie autorytety upadają, to chyba można się jednak zgodzić z tym, że każdy z nas kogoś w jakiejś mierze naśladuje, żeby nie napisać „kopiuje”. Dzieci i młodzież, nie zawsze słuchając rodziców, w rozmowie z innymi, bardziej lub mniej świadomie, powtarzają zasłyszane od nich słowa, a czasem całe zdania. To prawda, że wielu ludzi odrzuca autorytety. Czasem kontestują te osoby, za ich błędy i wykroczenia, a przy tym odcinają się od grup społecznych, jakie reprezentują. Stąd niektórzy oburzają się na wszystkich lekarzy, skoro jeden okazał się omylny albo niegodziwy. Inni odrzucają duchowieństwo, ze względu na ciężkie wykroczenia niektórych. Ale chyba nikt rozsądny nie powie, że skoro niektórzy przedstawiciele grup zawodowych czy innych, popełnią ciężkie błędy, czy przewinienia, to należy w takiej sytuacji odrzucić wszystkich księży i pozostałych. Bo przecież w każdej grupie ludzi są osoby, które z różnych przyczyn nie okazały się takie, jakich oczekujemy. Owszem, każde rozczarowanie osobą, której zaufaliśmy i którą często mniej lub bardziej naśladowaliśmy, jest bardzo bolesne. Ale może powinniśmy w takiej sytuacji pomyśleć, czy nie idealizowaliśmy kogoś, kto miał być dla nas prawdziwym ludzkim autorytetem. Przecież każdy człowiek, my też, popełnia błędy. Każdy z nas grzeszy. Dlaczego więc, oczekujemy, że inni ludzie, którzy nam się z pewnych przyczyn spodobali, byliby wolni od jakiejkolwiek skazy? Przecież nikt z nas nie jest idealny. Jeśli podoba mi się ksiądz, który mówiąc dobre kazania, ma realny wpływ na moje życie duchowe, religijne, ludzkie, to nie powinienem zakładać, że jest on już święty i doskonały, a więc nie popełnia grzechów. Oczywiście, że popełnia grzechy, bo jest człowiekiem. Najważniejsze jest to, żeby ucząc innych o Bogu i postępowaniu na drodze do świętości, on sam także podejmował ten trud, do jakiego przekonuje innych.

Dziś, kiedy próbuje się pozbawić ludzkość z prawdziwych autorytetów na rzecz samostanowienia, co jest dobre a co złe, a więc decydowania według subiektywnej oceny o tym, co warto robić, a czego unikać, trzeba uznać, że nikt nie jest „dobrym sędzią we własnej sprawie”. Dlatego każdy potrzebuje drugiego człowieka, który w sposób bardziej obiektywny pomoże ocenić nasze postępowanie, dążenia, a nawet pragnienia. Dla nas, osób wierzących, ogromną pomocą jest Kościół Chrystusowy, w którym są podane konkretne zasady życia, ewangelicznego życia. Jako katolicy nie potrzebujemy budować całego systemu wartości według własnych wyobrażeń, czy nawet na podstawie doświadczenia życiowego. Jezus Chrystus daje nam jasne zasady, które, jeśli przyjmiemy za swoje, pomogą nam w drodze do życia wiecznego w Niebie.

Czy zatem chcę na nowo opowiedzieć się za Jezusem, z całym Jego Nauczaniem, które przekazuje nam Kościół? Czy pomimo grzeszności duchowieństwa, dostrzegam jeszcze w Kościele tę Wspólnotę, którą założył osobiście Jezus Chrystus? Czy w kapłanach widzę Sługi Boże, które z polecenia Jezusa i z Jego błogosławieństwem starają się nam przekazywać Jego Słowo i Sakramenty? Nie warto skupiać się na tych, którzy sprzeniewierzyli się powołaniu. Przecież od samego początku Judasz był wśród apostołów. A jednak jego zachowanie nie spowodowało, że Jezus zrezygnował z wybrania apostołów i wysłania ich na cały świat. My naprawdę potrzebujemy Autorytetu Jezusa jako naszego Boga, ale też autorytetu Kościoła, który On sam założył, pomimo, że wiedział kto Go w przyszłości zdradzi. Nie ulegajmy pokusie, która mówi, że o wszystkim musimy sami decydować lub mieć na wszystko wpływ. Nie trzeba tak myśleć. Wystarczy, że skupimy się na tym, co dla nas jest prawdziwie istotne oraz będziemy odczytywać swoje powołanie i zadania dane nam przez Boga, jako szansę na realizowanie tego, co przynosi prawdziwe szczęście. Jeśli pozwolimy Duchowi Świętemu, żeby nas prowadził, jeśli będziemy wsłuchiwać się w Jego podpowiedzi, to na pewno nasze życie okaże się mniej zwariowane, zabiegane i zestresowane. Jeśli pozwolimy Bogu na częstsze spędzanie z nami czasu na modlitwie, to z pewnością znajdzie to swoje przełożenie w postaci owoców duchowych, a zarazem i życiowych.

Niech obecny Wielki Post będzie dla nas okazją do dania sobie i Bogu więcej czasu na wspólne bycie ze sobą.

Ks. Krzysztof, duszpasterz

Book your bilety